Trzeba coś zjeść. Ale gdzie zjeść, jak sie jest w obcym mieście? Internet
Twoim przyjacielem :)
No i wynalazłyśmy, przeczytałyśmy opinię o meksykańskiej knajpce w Gdańsku,
o nazwie El Paso. Większość dobrych, nawet bardzo, kilka mniej pochlebnych,
ale to sprzed roku a nawet dwóch lat. Stwierdziłyśmy, że podjedziemy. Żeby nie
było, że narzekam, ale.. czas oczekiwania na durną herbatę - 20 minut. Na przystawki - kolejne 10. Moja Tortilla w miarę OK, chipsy zapiekane z serem ujdą w tłoku. Swoja drogą, zastanawiałyśmy się dzisiaj, ile były już podawane.
Danie główne - porażka? Tak, chyba tak to można określić. Fajitas jakieś
100g mięsa, do tego spora porcja ryżu zaprawionego koncentratem pomidorowym
zmieszanego z żółtym serem który podczas (p)odgrzewania się roztopił, kilka
ósemek pieczobnych ziemniaków, dwie spore porcje surówki (kapusta pekińska z
jogurtem oraz czerwona kapusta z rodzynkami - ciekawe która firma produkuje taką mieszankę), jakieś 3 sosy, dwie tortille wątpliwej świeżości, czwartej młodości.
Danie numer dwa: smażony (bo raczej grilowany nie był) łosoś suchy na wiór,
ryż, ziemniaki jak poprzednio, do tego hit sezonu - grillowane warzywa. Oj,
długo będziemy te grillowane warzywa wspominać. Nie wiem jak można
zgrillować fasolkę i marchewkę (w karbowanych plasterkach) tak, żeby śladu
grillowania nie było, ale wg chyba właścicielki można, bo stwierdziła że to
rzecz gustu. Znaczy mamy zły gust.
Pomijając czas oczekiwania, następnym razem skorzystamy z baru mlecznego,
choć żadna z nas za tego typu kuchnią nie przepada. Szczęście w nieszczęściu,
że nie odbiło się to na naszych żołądkach. Potwierdzają się negatywne
opinie, że długo się czeka, jedzenie niesmaczne, a pierwszą młodość przeżyło
jakieś 3 życia temu.
Meksykańskich przerobiłam kilka(naście) w różnych miastach. Za wzór mogę
postawić dwie:
MexicoBar na Rzeźniczej we Wrocławiu
www.mexicobar.com/
i
Taco Mexicano w Krakowie.